Bezdomny spacer po mieście…

… zwykłego przeciętnego mieszkańca miasta, np. Warszawy…

       Nadszedł dawno upragniony wolny dzień. Wolne oznacza odpoczynek, relaks, regenerację, czyli leżenie bykiem lub, bardziej realnie, siedzenie przy oknie zwanym komputerem. Ale zaraz, chwila, siedzenie jest niezdrowe, a po tylu pracowitych dniach na siedzeniu trzeba zrobić wszystko, tylko nie siedzieć… Spacer! To jest zawsze dobry pomysł.

Poranny news, ekspresowa analiza sytuacji w kraju i na świecie, news czytany pobieżnie, po nagłówku, bo i w co tu się zagłębiać, kiedy tematy wałkowane po stokroć każdego dnia, od tygodnia, a niektóre i od ponad 2 lat … Poranna lektura przerywana telefonami z jakże atrakcyjnymi ofertami firm, producentów, pośredników, przedstawicieli, … marketing, reklama, kredyty, a może ubezpieczonko?

       Już prawie u drzwi do wyjścia, gdy nagle słychać dzwonek. Kominiarz chciał tylko życzyć miłego dnia, mieszkania i jak co roku… „co łaska” za ten piękny i absolutnie niezbędny w domu kalendarz w postaci kartki z niezbyt atrakcyjnym obrazkiem i wątpliwie czytelnymi literkami… Taka podobno tradycja w tym kraju, że kominiarzowi „co łaska” się należy. Podobno…

Pod domem stali bywalcy zbierają na „chleb”, który w sklepie, przy ladzie, w cudowny sposób zamieniają w „wino” marki wino, lub też w inną płynną konsystencję „chleba”. Nic to, piękny dzień, piękne miasto tętniące życiem, tyle fajnych miejsc do zwiedzenia, ludzi do poznania. Zacznijmy więc spacer od Centrum, przy okazji załatwienia drobnostki w tamtejszej okolicy.

       Wsiadam do tramwaju, razem z garstką innych pasażerów, no i oczywiście grajka. Kiedy rusza tramwaj, rusza także muzyka. Jakże nudno byłoby w komunikacji miejskiej bez tej atrakcji, oczywiście płatnej „co łaska”.

Czy ktoś zamawiał ten koncert na akordeonie?

Grajek często zamienia się miejscem z biedną samotną matką, owitą kolorowymi chustami, w długiej spódnicy, na rękach trzymającej zawiniątko, dziwnie ściśnięte i malutkie… Tuż obok niej w energicznych podskokach bryka parka dzieci prezentując przed pasażerami plastikowy kubeczek, jednocześnie wypowiadając jak mantrę prośbę o „co łaska”, „daj bozia zdrowie”, „sliczna pani, daj…”. Kiedy nie dasz „co łaska” mantra dobrych życzeń nagle zmienia się w słowa niecenzuralne, których przedstawiać tu nie zamierzam 😉

Warszawa

       Przystanek w centrum, wysiadam przeciskając się przez wsiadających, którym się najwyraźniej wydaje, że tramwaj odjedzie bez nich. A może tylko biorą udział w grze – kto bardziej zablokuje wysiadających, a jednocześnie szybciej wsiądzie i zajmie miejsca siedzące, których nigdy za wiele, pomijając biednych (mówiąc delikatnie) zaniedbanych ludzi, którzy swoją trudną i niezbyt pachnącą sytuacją życiową zajmują nieraz pół przedziału, albo conajmniej kilka sąsiednich siedzeń. Tak więc, chcąc nie chcąc, ale biorąc udział w grze wsiadających, wysiadam na przystanku.

       Schody w dół, tunel podziemia, już po kilku krokach dociera do mnie nieprzeciętnie piękny męski wokal w akompaniamencie gitary. Obok leży pies, chowając pysk za kartonem z napisem: „zbieram na jedzenie dla psa”. Szkoda psa, szkoda wielu głodnych psów… i ich głodnych panów, szkoda też panów, którzy nieco dalej zbierają na „chleb” (który również w cudowny sposób zamieniają przy ladzie w sklepie na „wino”). Szkoda panów, tacy głodni i zostawieni samym sobie, bez pomocy…

Przy murze, o każdej porze roku, przy każdej temperaturze (+30, -30 st.) siedzi starsza mocno zgarbiona bezdomna pani z miseczką w dłoni. Właściwie jest już tak stara, że na sam widok serce mięknie. A kiedy podnosi ociężałą głowę i spogląda tymi swoimi smutnymi, zmęczonymi i często przemarzniętymi oczami starej matki, serce pęka… Biedna pani, szkoda jej. Tak jak i pana, który 3 klatki dalej rozpaczliwie prosi o „co łaska”.

Podobnie pani mulatka z dziećmi pełnymi energii, skaczącymi wokół niej, rodzinnie pracują prosząc o „co łaska”… Szkoda tej pani, szkoda pana, szkoda i panów tych panów i pań. Albo nie, panów tych panów i pań nie musi być szkoda… Szkoda może być panów i pań, które z przejęciem na twarzy wyszukują swoje 10 zł dla dobra ludzkości, wręczając je biednym proszącym o „co łaska”. Nikt nie ma czasu, ani odwagi przynieść bułki, ani tym bardziej postawić obiadu, spróbować pomóc… Wystarczy te 2-10 zł rzucone w pośpiechu, bez zatrzymania, bez zastanowienia… ale za to z wielkim (bezmyślnym) poczuciem spełnienia ludzkiego obowiązku – pomogłem!

       I tak docieram do miejsca, gdzie po odpowiednim odczekaniu w kolejce załatwiam sprawę i już mogę się cieszyć wolnym dniem. Wychodzę z budynku, kierując się z powrotem, kilka przecznic dalej do tramwaju.

Mijam ponownie wszystkich poprzedników, wielu z nich realizuje zakup „chleba w płynie”, inni rozliczają się z „panami”, … hm, droga jest długa, a przede mną niemal las rąk z milczącym wołaniem „co łaska”. Jeszcze tylko kilka budynków, kilku grajków w podziemiach, młodych samotnych biednych i wiecznie bezdomnych matek z grupką dzieci i wsiadam do tramwaju, gdzie powtórka z historii… „zbieram na bilet”, „daj co łaska”, „daj bozia zdrowie”,… Ano, daj bozia zdrowie na to wszystko i wszystkich zarobić…

       Po burzliwych przepychankach przez mur wsiadających do tramwaju, wysiadam wreszcie przy parku. Kilka kroków dalej i jestem wśród zieleni, siadam na ławce, wyjmuję orzechy, ziarno i inne smakołyki, które ptaki i wiewióry wyczuły, jeszcze zanim usiadłam. A może to tylko przyzwyczajenie? I tak wiedzą, że coś dostaną, ba! dziwią się, kiedy masz pustą dłoń – im się należy, tak powinno być, one muszą od ciebie coś dostać… Hm, prawie jak z ludźmi – im się należy, są, siedzą, czekają, … dostają… a jednak jakoś tak inaczej…

Wiewióry, pawie, sikory, zięby i inne potworki zaprzyjaźniają się na krótki moment, by po chwili, w tajemnicy i skrytości zająć się pałaszowaniem lub chowaniem otrzymanych łakoci. Stado gołębi wystraszone zrywa się w górę – to tylko telefon… kolejna oferta kredytów/ okazji i innych rzeczy absolutnie zbędnych i nieprzydatnych… Kto głupi bierze telefon firmowy na spacer?! Wyłączam! Zostaję ja i cisza… a po chwili pusta dłoń i przestrzeń wokół… zwierzyna znalazła innego dostawcę jedzenia 😉

       W drodze do domu mijam m.in. starą pomarszczoną panią ze smutnym wzrokiem. Pani już nie siedzi, pani idzie, albo raczej jest prowadzona przez nieco młodszego pana na drugą stronę ulicy. Tam z synem mieszka bezdomna pani…

…daj bozia zdrowie na to wszystko i wszystkich zarobić…

Share