Pierwsze kroki w agencji Arcangel

Nowy rok dobrze się dla mnie zaczął i z ogromną przyjemnością, nieskromnie chwalę się, że agencja Arcangel zdecydowała się reprezentować moje fotografie.

agencja Arcangel

W mojej naturze leży ciągły ruch, lubię zmiany, nowości, rozwój, a także wyzwania. Przez wiele lat wysyłałam standardowe komercyjne zdjęcia do powszechnie dostępnych agencji typu stock, początkowo microstock, później macrostock, które to z jednej strony pomogły mi się bardzo rozwinąć w zakresie profesjonalnej fotografii, wypracować wysoką jakość zdjęć, ale zarazem też zniekształciły mój styl pracy, wymuszając dostosowanie się do oczekiwań klientów.

Dawno temu, stawiając pierwsze kroki w fotografii cyfrowej nie przypuszczałam, że istnieją takie miejsca jak banki zdjęć, kompletnie nie miałam pojęcia o zasadach i trendach w sprzedaży, a mój styl zdjęć był dość klimatyczny, nieco zagadkowy, momentami może nawet mroczny, zupełnie nietypowy dla komercyjnych agencji fotograficznych.
Długo nie mogłam dopasować się do oczekiwań masowych banków zdjęć, do tego ich surowo biznesowego charakteru pracy. Do niektórych agencji nie udało mi się dostać, najczęściej, jak się okazywało, ponieważ nie produkuję w studio ujęć pięknych i nienaturalnie uśmiechniętych ludzi wcinających super zdrową sałatę powodującą wszędobylski uciesz na przesadnie wyretuszowanych buziach modeli…

okładka książki Helen KeatingPrzez cały ten czas gdzieś tam z głębi duszy przebijała się ta moja pasja do artyzmu, a ja niezmiennie uparcie udawałam, że tego nie widzę, ignorowałam i tłumiłam. Od pewnego czasu, właściwie już od kilku lat, interesuję się tzw. fotografią FINE ART, która niespecjalnie znajduje właściwych odbiorców na masowych stockach. Owszem, zdarzyło mi się znaleźć moje zdjęcia w publikacjach, jak np. okładka książki Helen Keating „Love Be Not Proud: Mail Order Bride Mary & Crippled Thomas”, widoczna na zdjęciu obok, jednak wciąż czułam niedosyt tematyki, ciągle brakowało mi w zdjęciach polotu, zabawy wyobraźnią, artystycznej satysfakcji, jakiejś wolności pomysłu, o którą ciężko w fotografii produktowej, reportażu z wydarzeń, czy relacji z turystycznych miejsc dla typowych banków zdjęć.

Podczas dyskusji na międzynarodowych forach internetowych zupełnie przypadkiem trafiłam na agencję Arcangel, która jest jednym z wiodących dostawców kreatywnych zdjęć na rynku okładek książek. Ich klientami są głównie znane wydawnictwa na całym świecie. Więcej szczegółów możecie przeczytać w poradniku.

Agencja ta jest dobrym miejscem dla fotografów lubiących eksperymentować z grafiką, dająca pretekst, aby puścić wodze fantazji zarówno podczas tworzenia zdjęcia jak i późniejszej obróbki w programie graficznym.
Ogromną zaletą współpracy z Arcangel jest fakt, że robiąc zdjęcia nie muszę wydawać majątku na sesje fotograficzne, kosztowne studio, asystentów, dodatkowy sprzęt, wyjazdy, modelki, itd., tutaj ceni się przede wszystkim kreatywność, wyjątkowy styl i ewentualnie umiejętności graficzne.
Jakże inaczej to wygląda na tle przeciętnych stocków, gdzie najpierw trzeba zainwestować pieniądze, czas na sesję, a potem czekać w nadziei, że koszt nie okaże się stratą, może się zwróci, a może nawet coś na tym zarobi. Może…

schody kręconeChoć tutaj nie można wzbogacić się szybko, tak jak to się obiecuje w microstock (tam też nie zostaniesz milionerem w rok, ani nawet pięć), to mając solidne i kreatywne portfolio zwykle już po kilku miesiącach pojawiają się pierwsze sprzedaże.
Przed przystąpieniem, szukając informacji w internecie, dowiedziałam się, że Arcangel jest bardzo wybredny i przyjmuje ok. 30% zdjęć. Na szczęście, moja sytuacja wygląda lepiej, bo już z pierwszej testowej paczki 150 plików przyjęto mi 82 zdjęcia, czyli ~ 55% ! Dodam, że spora część odrzuconych zdjęć, to są te same lub bardzo podobne ujęcia, co przyjęte, ale w innej orientacji pion/ poziom, aby agencja lub później klienci mogli sami zdecydować, czego potrzebują.
Jako że większość obrazów trafi na okładki książek, toteż agencja preferuje obrazy wertykalne, nie horyzontalne. W przyszłości wezmę to pod uwagę podczas kolejnych ujęć.
Ponieważ wiele z moich zdjęć jest już obecnych w innych agencjach, zbudowanie dobrego, bogatego, ciekawego i wartościowego portfolio w Arcangel zajmie mi trochę czasu, a bardzo zależy mi na stworzeniu zupełnie nowych zdjęć, na wyłączność, o czym piszę niżej.

Znajomy zapytał mnie ostatnio, czy i dlaczego warto sprzedawać poprzez taką bibliotekę, zamiast osobiście lub na microstockach.
Projektanci, czy dyrektorzy artystyczni pracujący na licznych projektach często mają ograniczone terminy realizacji i zwyczajnie nie mają czasu na przeszukiwanie internetu i odwiedzanie indywidualnych galerii nieznanych fotografów.

Ilość zdjęć w Arcangel jest niewielka, wręcz bardzo mała, bo zawiera (na początku roku 2017) zaledwie nieco ponad 300.000 zdjęć, a kolekcja jest niezwykle starannie, ręcznie selekcjonowana, zatem klienci mogą być spokojni o to, że dostaną nie tylko świetną jakość zdjęć, ale i tematykę maksymalnie zbliżoną do swoich poszukiwań.

Dla porównania, w tym samym czasie Shutterstock oferuje już 125 milionów (!) zdjęć w bazie, przy czym tygodniowo dodaje około 1 mln… TYGODNIOWO!
Pomimo, że już od dobrych kilku lat nie wysyłam zdjęć do Shutterstock (tym bardziej nie mam nic wspólnego z innymi agencjami microstock), to obserwuję ten rynek na bieżąco dzięki moim przyjaciołom z różnych krajów, a sytuacja wygląda następująco – lata temu agencja SS oferowała bardzo bogaty wybór zdjęć o dobrej, a nawet bardzo dobrej jakości, jednak dziś, po wielkich zmianach, ta agencja zmieniła się w istnego potwora produkcji obrazów. Potwór ten jednak zjada już swój własny ogon, ponieważ popełnił ostatnio jeden makabryczny błąd – otworzył bramy wstępu nowym fotografom, a raczej posiadaczom aparatów, jeszcze szerzej, przyjmując wszystkich i wszystko jak leci, praktycznie bez odrzutów.

Dlaczego taka sytuacja odbija się wprost tragicznie na fotografach:
– po pierwsze, trudno jest konkurować z taką ilością, mając w portfolio nawet te 5 czy 10 tysięcy zdjęć, z mniejszą ilością nie ma co w ogóle poruszać tematu, no i ile nowego materiału jesteś w stanie wyprodukować: opłacić, obrobić, przygotować, opisać i wysłać każdego dnia?
– po drugie, klienci odchodzą coraz częściej zniechęceni, ponieważ zwyczajnie nie mają czasu na grzebanie w milionach podobnych ujęć, a pula tylko rośnie…
– po trzecie, przewaga tych zdjęć, to zwyczajnie bezwartościowe śmieci robione na szybko, na masę (np. ok.50-100 niemal identycznych ujęć produktu lub sceny z każdej sesji), często bez pomysłu i doświadczenia, a co gorsza, opisana niewłaściwymi słówkami kluczowymi (tagi), czyli spam.

Zgadnij, w której agencji twoje zdjęcia mają większą szansę być zauważone?
Tak oto zaleta ogromnej ilości zdjęć w bazie stała się wadą największej agencji microstock. Wadą, która dosłownie niszczy tą agencję, jak i każdą inną pędzącą ku ilości, w dodatku po taniości – autor, który zarabia mniej musi pracować jeszcze więcej, jego koledzy też, zatem zarabiają jeszcze mniej, aby pracować jeszcze więcej i kółko się zamyka (pisałam o tym we wcześniejszych artykułach).

rybak we mgleWracając do pytania znajomego, wolę skupić się na robieniu tego, co kocham najbardziej, czyli na fotografii, a nie na marketingu i spędzaniu dosłownie całych dni/ tygodni na poszukiwaniu klientów. Wybór DOBREJ agencji daje tą wygodę, że skupiam się już tylko na swojej pasji, mam czas na robienie nowych prac i rozwój umiejętności. Arcangel zajmuje się całą resztą pracy, zarządza bazą odpowiednich klientów, samodzielnie opisuje zdjęcia słówkami (tagi), co jest dość nietypowe w tym światku.

Szukając klientów samodzielnie, przede wszystkim nie osiągnę tak ogromnej bazy kontaktów, jak agencja, która posiada znacznie większy wybór zdjęć po fachowej selekcji. Może uda mi się sprzedać powiedzmy 5-10 zdjęć rocznie, podczas gdy za pośrednictwem agencji mam szansę na taką sprzedaż kwartalnie albo i częściej. Nawet dzieląc z agencją zysk 50/50 ze sprzedaży licencji, wciąż jest to bardzo dobra opcja WIN-WIN-WIN, gdzie wszystkie trzy strony (fotograf-agencja-klient) korzystają i nikt nie traci. Mówiąc krócej, kiedy moje prace są w dobrych rękach, mają potencjał, aby dotrzeć na właściwy rynek i generować satysfakcjonujący przychód.

Ekspozycja portfolio w tak wartościowym publicznym miejscu ma jeszcze jedną zaletę – zdarzają się klienci, którzy widząc portfolio fotografa w agencji, kontaktują się z nim bezpośrednio, prosząc o pokazanie innych zdjęć z serii, tych, których agencja nie przyjęła z różnych powodów.

Wybieram eksperyment Rights Managed na wyłączność

Pamiętam swoją pierwszą publikację zdjęcia na okładce książki wspomnianej wcześniej, ależ to była satysfakcja! Problem tylko w tym, że nie wiem, która z agencji, z którymi wtedy współpracowałam, sprzedała to zdjęcie, gdyż była to sprzedaż na licencji Royalty Free, bez szczegółów użycia licencji, czyli klient mógł wykorzystać ten obraz niemal dowolnie…

Umieszczając swoje prace w Arcangel mam wybór, na jakiej licencji będę sprzedawać każdą z fotografii – mam do wyboru licencję Royalty Free, a także dwa rodzaje Rights Managed: na wyłączność (Exclusive – Premium) oraz niewyłączną (NX).

Do tej pory pracowałam z zasadą, że nie umieszczam wszystkich jajek w jednym koszyku, jeśli któraś z agencji upadnie (a kilka takich upadków już doświadczyłam), to wciąż będę miała prace na innych stockach. Po wieloletnich doświadczeniach w sprzedaży licencji do zdjęć, po raz pierwszy decyduję się umieszczać nowe zdjęcia w tej konkretnej agencji na wyłączność. Dlaczego? Tym razem mam ku temu co najmniej kilka powodów…

Raz w miesiącu robię przegląd swoich zdjęć użytych w internecie (także w publikacjach książkowych i innych) i za każdym razem znajduję swoje prace „skradzione”, wykorzystane bez zakupu licencji. W agencjach macrostock zwykle sprzedaże nie są indeksowane na bieżąco, a raczej otrzymuję raport po kilku tygodniach lub nawet miesiącach, zanim faktura zostanie wystawiona, potem opłacona, zanim klient użyje zdjęcie, mimo, że wcześniej je tylko „zaklepał”. Zatem, żeby potwierdzić, czy zdjęcie aby na pewno zostało użyte nielegalnie, muszę skontaktować się z każdą z agencji, która prezentuje moje prace. Pochłania to koszmarną ilość czasu i choć w zdecydowanej większości przypadków uzyskuję odszkodowanie za „kradzież”, to uważam to za irytującą stratę czasu.

Druga kwestia, większość sprzedaży poprzez Arcangel ograniczy się do wydruku np. jako okładka książki, a nie będzie użyta w publikacji internetowej w artykułach, czy na blogach, zatem szansa na skopiowanie pliku jest znacznie mniejsza, a nawet jeśli już jakimś trafem ktoś wejdzie w posiadanie takiego pliku, to od razu wiem, której agencji zgłosić sprawę naruszenia praw autorskich, w dodatku takie odszkodowanie jest bezdyskusyjnie większe.

Następną kwestią, a właściwie pierwszą i najważniejszą, jest to, że klienci Arcangel absolutnie najchętniej kupują licencję RM, gdyż daje im to „czystą” historię użycia, a dodatkowo klient może się zabezpieczyć, że w danym okresie tylko on będzie miał na okładce książki to konkretne zdjęcie, wykupując licencję na wyłączność.

portret dziewczynyKolejny powód mojego wyboru RM jest taki, że licencja ta określa ściśle ilość kopii, ponieważ Arcangel płaci fotografom za każdy rodzaj użycia zdjęcia, czyli mam szansę na powtórną sprzedaż tego samego zdjęcia dla tego samego klienta i projektu, w razie dodrukowania nakładu książki.
Przykładowo, jeśli nakład książki sprzeda się błyskawicznie i otrzyma dobre opinie, ma szansę na dodruk w setkach tysięcy kopii, jeśli nie więcej! Mało tego, może to otworzyć dodatkowe drzwi do użycia zdjęcia w jeszcze szerszej formie, np. w reklamie, na bilbordach, itd… Za każdy rodzaj użycia klient kupuje osobną licencję, czyli płaci za to, z czego faktycznie korzysta. Dla klienta jest to finansowo o tyle świetna opcja, że nie będąc pewnym sukcesu lub porażki książki nie wywala od razu, z góry, majątku na zakup pierwszej licencji.

Z tego też powodu już kilka lat temu zrezygnowałam z umieszczania nowych zdjęć na licencji Royalty Free i staram się od tego trzymać jak najdalej.

Następny powód dotyczy ponownie wszystkich jajek w jednym koszyku – odpukać, nawet jeśli zdarzyłoby się tej agencji potknięcie, zaczęłaby upadać, to takie kreatywne zdjęcia, o specyficznym stylu i tak nie zaczną się nagle sprzedawać w powszechnych stockach, które już i tak są przeładowane poza granice rozsądku. Tam nie ma TYCH-właściwych klientów…

Dlaczego akurat Arcangel

Mam jeszcze jeden, bardziej osobisty powód – lubię pracować nad zdjęciami, które są wyjątkowe, mojsze bardziej takie, nie są masowo produkowane przez wszystkich i wszędzie. Dodatkowo, poprzez obróbkę graficzną (tak kolorystycznie jak i w zabawie kompozycją poprzez łączenie obrazów) mam szansę wyrazić siebie jeszcze bardziej, mogę dodać do zdjęcia coś indywidualnego i artystycznego. Wolę tworzyć prace oryginalne i niepowtarzalne, a to zasługuje na wyjątkowe miejsce sprzedaży 🙂

Podsumowując, po wielu latach znalazłam w końcu agencję, która wyjątkowo pasuje do moich zainteresowań i stylu pracy, znalazłam miejsce, które nie tylko z opinii wielu użytkowników, ale także z samego charakteru współpracy i stylu zdjęć, w moim przypadku kusi do eksperymentu i złamania zasady nie umieszczania zdjęć na wyłączność.

Pierwsze wrażenia w kontakcie z agencją Arcangel są absolutnie pozytywne, mam nadzieję, że na pierwsze efekty współpracy nie będzie mi dane czekać długo 🙂

Share