Powrót do: Poradniki fotograficzne

Sprzedaż zdjęć w internecie, gdzie warto

Gdzie warto sprzedawać, z którym bankiem współpracować?

Efektywna sprzedaż zdjęć w internecie i wybór właściwego banku zdjęć to indywidualna kwestia, zależna od oczekiwań i możliwości autora zdjęć. Przed przystąpieniem do agencji należy koniecznie przeczytać umowę, aby podjąć decyzję, czy dany stock będzie dla nas odpowiedni. Stocki różnią się między sobą: rodzajem licencji, cenami, ilością odwiedzin oraz rodzajem klientów, działaniem wyszukiwarki (algorytmy), modelem biznesowym, a nawet uczciwością…

Inspektorzy niektórych agencji często akceptują zdjęcia, które w innych bankach zdjęć zostały odrzucone, więc warto próbować sprzedawać zdjęcia w kilku miejscach. Sprzedaż zdjęć w kilku agencjach pozwoli poznać charakter banku zdjęć i pomoże podjąć decyzję, czy chcemy współpracować z kilkoma, czy zostać współpracownikiem wyłącznie w stocku, który najbardziej nam odpowiada. Niektóre agencje oferują wyższe prowizje za sprzedaż exclusive, czyli wyłącznie w ich agencji.

Wśród niektórych banków zdjęć typu macrostock istnieje również podział ściśle tematyczny, np. agencja sprzedająca tylko zdjęcia przyrody i zwierząt, w innej agencji przyjmowane są jedynie zdjęcia żywności, w jeszcze innej piękni uśmiechnięci ludzie w studio,…

Po latach współpracy z niemal 40 bankami zdjęć (micro- i macrostock), dziś bezdyskusyjnie polecam 1 bank wart poświęcenia czasu i nakładu pracy…

Stock photography by Arletta Cwalina at Alamy

Dlaczego akurat ta agencja? Powodów jest wiele. Na rynku agencji stockowych co kilka miesięcy, dochodzi do zmian, powstają nowe stocki, inne są zamykane z powodu niepowodzenia po latach działalności lub wręcz niewypału zaraz po starcie. Różne agencje łączą się ze sobą, większe kupują mniejsze (np. Getty Images – iStock, Corbis/ Veer, Shutterstock – Bigstock, itd.).

zarobki w agencjach stockowychAlamy to jedna z najstarszych agencji na rynku, założona w 1999 roku (!), która zaczynała sprzedaż zdjęć w internecie jeszcze w czasach tradycyjnej fotografii analogowej. Z siedzibą w UK sprzedaje zdjęcia globalnie, posiada biura w US, Indiach, Niemczech, Australii. Po wielu latach, mimo bardzo trudnej sytuacji na rynku, wciąż uczciwie dzieli się zyskiem z autorami (50% od sprzedaży), nadal trzyma wysoki poziom cenowy (macrostock, choć zdarzają się i drobniejsze „wpadki”), oferuje zarówno licencję RM jak i RF, posiada gigantyczną bazę zdjęć, czyli klient ma w czym wybierać.
Niby banalna sprawa, ale jednak istotna na tle konkurencji i warta wspomnienia o tym – Alamy bardzo szybko i profesjonalnie odpowiada na emaile, szanując swoich fotografów. W innych agencjach zdarzało mi się czekać nawet kilka tygodni na odpowiedź w pilnej sprawie, a czasami w ogóle nie można było się jej doczekać. Mówiąc krótko, Alamy to dobre miejsce dla zawodowców, poważnie myślących o sprzedaży zdjęć w agencji, którzy chcą być traktowani fair.

W moim przypadku sprzedaż zdjęć na Alamy tworzy idealny duet z FAA (Fineartamerica), gdzie z kolei można sprzedawać gotowe produkty z wykorzystaniem naszych zdjęć, jak np. odbitki, obrazy na płótnie, kartki pocztowe, poduszki i inne przedmioty. Obie te agencje są bezkonkurencyjne i warte uwagi w pierwszej kolejności, dlatego obu z nich poświęcę osobne wątki w kolejnych artykułach.

Alamy była jedną z pierwszych agencji, z którą zaczynałam przygodę stockową, jednak przez pierwsze dwa lata nie doceniałam jej potencjału. Wcześniej wysyłałam zdjęcia do wielu agencji typu microstock i tam nauczyłam się wykonywania określonego stylu zdjęć, zupełnie niepasującego do Alamy, a także przywykłam do codziennych, wielokrotnych sprzedaży. Tutaj to działa zupełnie inaczej, ale o tym w osobnym wpisie o Alamy.

Dlaczego zrezygnowałam z wielu innych agencji? Droga przez naukę była czasochłonna, przez kilka lat zdążyłam bardzo dokładnie poznać możliwości różnych banków zdjęć, ich charakter i styl pracy, zachowania wobec dostawców zdjęć (fotografów), poziom uczciwości oraz możliwości sprzedażowe. Jak wygląda obecnie sprzedaż zdjęć w internecie, gdzie warto dalej poświęcać czas i pracę, oraz dlaczego pewnych agencji lepiej unikać

Skupmy się na chwilę na poziomie microstock. Przez bardzo długi czas w czołówce tzw. „wielkiej czwórki” królował iStock, zaraz za nim dzielnie pilnował drugiego miejsca Shutterstock, a dalej walczyły ze sobą Fotolia i Dreamstime. Na kolejnych, wciąż wysokich pozycjach wśród konkurencji całkiem nieźle radziły sobie: 123RF, Canstockphoto, PantherMedia, Veer, Depositphotos i inne, już coraz mniej dochodowe agencje.

moneta jeden plnSytuacja na rynku zmienia się, jest plastyczna i nie ma takiej możliwości, aby któraś z agencji rządziła na pozycji „króla” wiecznie. Agencje walczą między sobą o klientów, a tym samym niestety, biorą udział w bezsensownym i niszczącym wyścigu szczurów, zaniżając coraz bardziej ceny i wprowadzając jeszcze tańsze abonamenty dla klientów. Scena ta wygląda mniej więcej tak, że agencje siedząc na gałęzi, poprzez walkę na ceny, same sobie podcinają tę gałąź i bądźmy szczerzy, fotografowie wspierają ten schemat poprzez niewłaściwy wybór banku zdjęć… Skutki są widoczne już teraz, bo zamykają się lub tylko spadają w dół kolejne agencje, które kiedyś uczciwie obsługiwały rynek.

Getty Images jeszcze do niedawna była bardzo wysoko cenioną, drogą i szanowaną agencją, przejęła mniejsze agencje jak iStock, a nawet kupiła Corbis/ Veer, również dużego gracza na rynku. Mimo to przez swoje błędy i zachłanność straciła bardzo dużo cennych fotografów i klientów, a tym samym straciła zaufanie pozostałych.

W 2014 roku wypłynęła na jaw bardzo nieprzyjemna sytuacja, o której fotografowie nie byli poinformowani uczciwie przez agencję. Na pewnym międzynarodowym forum jeden z fotografów podzielił się odkryciem, że agencja Depositphotos (mówiąc delikatnie) nadużywa warunków w kontrakcie z autorami zdjęć. Otóż, sprzedając nasze prace poprzez strony partnerskie w bardzo wysokich cenach płaciła fotografom normalną cenę subskrypcji!
Od tego wszystko się zaczęło, na cel poszły kolejne agencje, z których pomimo żalu z wykonanej masy pracy z uploadem i edycją zdjęć, trzeba było się pożegnać. Agencje te nie były z nami uczciwe, a w wielu przypadkach, nie dawały nam nawet opcji wyboru OPT OUT od sprzedaży partnerskich, czyli chcąc dalej sprzedawać w takim stocku, trzeba zgodzić się na (mówiąc wprost) bycie wykorzystanym. Rzecz zupełnie nieakceptowalna nie tylko dla zawodowców, ale i dla początkujących.

Bardziej szczegółowo o zmianach pisałam na blogu.

portfel z banknotami plnBył to dobry moment, aby ruszyć się z miejsca i spróbować nowych dróg, skupić się na bardziej dochodowych, uczciwych i profesjonalnych stockach, zmienić swój kierunek na właściwy, naprawić swój błąd. Jednocześnie stało się bardzo wyraźne, że stocki już nie wyglądają tak samo, jak 10 lat temu. W przeszłości ilość fotografów i zdjęć (konkurencji) była bardzo niewielka, ceny bardziej rozsądne, wypłaty częste i wyższe. Na dowód – niedawno Shutterstock obniżył minimalny próg wypłaty z 75$ do 35$. To powinno wiele wyjaśniać o wysokości miesięcznych zarobków większości autorów. Dodam, że spośród moich znajomych, osoby które wypłacały co miesiąc znacznie wyższe sumy (ok. 200-1000$), obecnie (początek 2016r.) mają problem z osiągnięciem tego minimalnego progu!

Wracając do tego, jak obecnie wygląda sytuacja na rynku (wg raportów sprzedaży na globalnym forum)… Na czołówce stoi teraz Shutterstock, choć z miesiąca na miesiąc widać jego wyraźny spadek kondycji, zaraz za nim ostro w górę wybiło się Alamy, dalej o pozycje walczą iStock i Fotolia, pokonując kolejne agencje przebija się w górę Pond5…

Jeszcze niedawno polecałabym (choć z wątpliwościami) próbować sprzedaży zdjęć w 500px. Na początku był to zwykły portal społecznościowy, gdzie fotografowie na różnym poziomie umiejętności prezentowali swoje fotografie, wykonane raczej w stylu artystycznym, niż komercyjnym. W grudniu 2013 portal wpadł na pomysł, że zacznie sprzedawać te zdjęcia w postaci odbitek i obrazów tworząc nowy dział 500px Art (Print Store), a następnie, widząc brak zadowalających zysków, w marcu 2014 wprowadził sprzedaż licencji Royalty Free, oferując autorom podział zysków 30/70 %, z czego 30% miało być dla autorów. Ten pomysł spotkał się z absolutnym oburzeniem fotografów, którzy zasugerowali agencji odwrócenie podziału. 500px nie miał wyjścia i aby pozyskać zdjęcia, musiał się zgodzić.

Tak oto przez rok portal 500px Marketplace sprzedawał zdjęcia w cenie 250$ oddając autorom 70% (czyli 175$), chwaląc się przy tym, że oferuje największy podział zysków i ceny na rynku… forever! Jedno i drugie było bzdurą 😉 Niedługo potem agencja utworzyła dwie osobne kolekcje Prime i Core, czyli super premium i mniej super, samodzielnie wybierając zdjęcia do nich. Ceny zdjęć w Prime nadal wynosiły 250$ za duży plik oraz 50$ za mały plik dla internetu, a w kolekcji Core było to 150$ i 35$. Ta znaczna obniżka sprawiła, że niesmak wśród fotografów zaczął narastać, ilość sprzedaży wcale nie zwiększyła się, za to agencja straciła sporo zdjęć z kolekcji oraz niezadowolonych fotografów uciekających z portalu.

Gwoździem do trumny był zupełnie zaskakujący i niezrozumiały ruch 500px w marcu 2016, kiedy to agencja ogłosiła kolejne cięcie prowizji dla fotografów aż do 30%. Efekt był oczywisty do przewidzenia – masy autorów usuwają swoje zdjęcia, a nawet konta z tej agencji. Portal 500px w gruncie rzeczy trudno nazywać agencją. Jest to cały czas platforma social media do dzielenia się zdjęciami, bardziej niż do sprzedaży. W normalnej agencji trzeba zakupić licencję, aby móc publikować zdjęcie poza obszarem tejże agencji.

Po drodze było mnóstwo mniej widocznych problemów i powodów, aby uważać na to miejsce i nie pozwalać sobie na pełne zaufanie. Portal 500px cieszył się, kiedy ludzie dzielili się zdjęciami na innych portalach, co wprost zaprzecza idei sprzedaży i zarabiania na udostępnianiu.

Jak sami widzicie, obraz zmienia się jak w kalejdoskopie, a zmiany bywają drastyczne. Sprzedaż zdjęć na stockach, to temat wymagający czasu i bacznych obserwacji sytuacji na rynku… non stop, na scenie międzynarodowej, nie ograniczając się do ubogich wieści z naszego kraju. Zakładam, że znacie chociaż podstawy j.angielskiego.

znak zapytania z banknotówWrzucenie wszystkich „jajek” do jednego koszyka może być niebezpieczne. Fotografowie, którzy byli exclusive (na wyłączność) w iStock, na Dreamstime lub na Fotolii, a chcą teraz sprzedawać w pozostałych agencjach, muszą zaczynać praktycznie wszystko od nowa.
Po rezygnacji z EX i wysyłając teraz zdjęcia do pozostałych agencji po pierwsze dostają niższe prowizje, niż zasłużeni stażem, po drugie, ich zdjęcia są już przestarzałe, małe, nieciekawe i mało aktualne tematycznie, narażone na częste odrzuty przy procesie rozpatrywania przez inspektorów, zatem cała praca zaczyna się praktycznie od zera.

Żeby zobrazować sytuację konkurencji w ilości zdjęć, wyobraźcie sobie, jak zmieniły się liczby przyjętych zdjęć w tygodniu – kiedyś było to ok. 30.000 zdjęć tygodniowo, obecnie nawet 100.000 zdjęć… dziennie! Shutterstock i Alamy, każde z osobna ma w bazie ponad 70 mln plików.

Obecnie moje zdjęcia dostępne są w 14 agencjach (sprzedaż licencji w macrostock i self pricing), z czego najbardziej dochodową i zdecydowanie polecaną przeze mnie jest wspomniane wcześniej Alamy. Należy zdawać sobie sprawę, że z dnia na dzień sprawy mogą się całkowicie obrócić, nagle może się okazać, że Alamy wskoczy na miejsce króla i zgarnie niemal cały rynek dla siebie, albo przeciwnie, pojawi się nowy, rewolucyjny bank zdjęć, by wszystkich zaskoczyć.

Cały czas powstają nowi gracze, jednym z nich jest Picfair, który już po roku od startu zaczął przynosić obiecujące sprzedaże, a kupcom oferuje nowy rodzaj licencji Rights Managed uproszczonej, bardzo wygodnej dla klientów. Swoich sił próbują inne nowe agencje, jak np. SuperImageMarket czy FocalPool, które oprócz zwykłej bazy zdjęć oferują coś zupełnie nowego, innego, nie konkurując cenami.

W jakim kierunku dalej potoczy się ten pociąg? Zobaczmy 🙂 Wiele zależy od samych fotografów, od tego, czy będą wspierać agencje dające uczciwe wynagrodzenie swoim fotografom, czy raczej z opaską na oczach zdecydują się słać zdjęcia do „podcinaczy gałęzi”, ciesząc się z każdego (coraz mniejszego) grosza, udając że nic złego się nie dzieje…

W kolejnym artykule opiszę jak ważne jest dobre przygotowanie zdjęć do sprzedaży.

Share
Powrót do: Poradniki fotograficzne