Zmiany w świecie sprzedaży zdjęć

Zmiany, dosłownie burza zmian ostatnimi czasy…

banki zdjęć

Do niedawna rynek sprzedaży zdjęć poprzez agencje był raczej stabilny, długo ewoluował, a wszelkie zmiany były ogłaszane z wyprzedzeniem tak, aby autorzy mieli czas przygotować się i wyrazić swoją opinię. Czasy się zmieniły. Od teraz artyści dowiadują się jako ostatni.

Z pewnością idzie ku nowemu.

Fotograf, czy to amator, czy zawodowiec, chcąc sprzedawać swoje prace w agencji microstock lub macrostock mógł liczyć na uczciwą i sprawiedliwą współpracę. Nie było wątpliwości co do naliczania zarobków, nie było problemów z kontaktem z pracownikami agencji, odpowiedzi przychodziły szybko, a rozmówcy udzielali wyczerpujących informacji. Taki detal, standard, na który nikt nie zwracał uwagi.

Istock, najsłynniejsza agencja microstock, do niedawna król sprzedaży, najbardziej polecany i najlepiej płatny microbank zdjęć. Jeszcze kilka lat temu można było się cieszyć współpracą z iS.

Co się zmieniło?

Istock zmienia się właściwie cały czas i nie mam na myśli tylko szaty graficznej, czy promocyjnej oferty dla swoich klientów. Agencja ta naraziła się fotografom już w lutym 2013 (a i wcześniej wielokrotnie, ale nigdy aż tak), załamując system wynagrodzenia dla autorów prac. To tak, jakby w etatowej pracy zamiast możliwości rozwoju i awansu mieć szansę na spadek i cofanie się do gorszych pozycji. Z reguły w agencjach im dłużej fotograf dostarcza prace, albo im lepiej one się sprzedają, tym wyżej są cenione. Istock postanowił podciąć piórka i zawyżył progi, mówiąc fotografom mniej więcej tak: „jeśli chcesz zarabiać tak jak dotychczas, pracuj więcej, dużo więcej”. Być może dogonisz swój poziom sprzed lat…

Swoją drogą zupełnie nie rozumiem sukcesu tego banku… Klienci oczywiście nie mają (bo i nie muszą mieć) pojęcia na jakich warunkach pracują artyści. Otóż, iStock płaci swoim dostawcom 15% na podstawowym poziomie! Co to znaczy? Jeżeli sprzeda zdjęcie za $3, zabiera z tego 85%, czyli prawie wszystko, prawie cały zysk…

Wyobrażasz sobie jak bolesna jest strata od $50?

Zadziwiające jest, jak wielu godzi się na niegodziwe warunki pracy…

Istock kilka lat temu zmienił właściciela i wszedł w zarządzanie wielkiej, gigantycznej wręcz i jeszcze bardziej słynnej agencji Getty Images. Tutaj również zarobki zaczynają się od 15% – 20% (sic!), a na wyższy poziom raczej (mówiąc delikatnie) ciężko się dostać… Taki podział zysków jest po prostu nie fair, a reakcji można się spodziewać podobnej jak tu:

http://thomashawk.com/2013/03/why-i-quit-getty-images-and-why-im-moving-my-stock-photography-sales-to-stocksy.html

Zakładam, że pracując globalnie znasz choćby podstawy międzynarodowego języka angielskiego? 🙂

W odpowiedzi na coraz częstsze tego typu buntownicze rezygnacje z pomocą przychodzi nowy bank Stocksy, który z chęcią podzieli się godziwą stawką 50% od całkiem przyzwoitej sumy…

Coraz częściej powstają banki zdjęć oferujące 50% uczciwego podziału zysków. Do niedawna banki zdjęć szczyciły się, że mogą zaoferować autorowi 20-30%, uznając to za godną proporcję.

Coraz częściej też powstają takie miejsca, które pozwalają autorom samodzielnie ustalać stawkę, za jaką chcą oni sprzedawać zdjęcia… Zdawałoby się, że wszystko idzie ku pięknemu, gdy nagle wielkie Getty Images wpada na znakomity pomysł walki z piratami – będą rozdawać swoje zdjęcia za darmo (sic!). Ale zaraz, jakie swoje zdjęcia? To fotografowie pozostają właścicielami prac…

 

Właściwie wszędzie można dziś przeczytać o burzy, jaką wywołała ostatnia propozycja GI. Reakcje fotografów są oczywiste-usuwanie swoich zdjęć, swoich kont z GI.

http://www.businessweek.com/articles/2014-03-07/photographers-hate-getty-imagess-plan-to-give-away-their-work

Motywem przewodnim pomysłu było udostępnianie linków ze zdjęciem do zamieszczenia na blogu lub w innym niekomercyjnym miejscu przez użytkowników internetu. Założenie było takie, że jeśli ktoś będzie chciał zakupić zdjęcie, wystarczy, że kliknie w link i zostanie przeniesiony do agencji. Problem w tym, że czytelnicy newsów nie są zainteresowani kupowaniem zdjęć, tylko czytaniem, szybkim czytaniem najnowszysch informacji… Działania GI mijają się z celem.

Być może nie byłoby tak wielkiej burzy, gdyby nie idea istnienia banków zdjęć – fotografowie wysyłają tam zdjęcia, by na nich zarabiać, to ich praca. Rozdając zdjęcia za darmo nie da się na nich zarabiać. Jeśli te same zdjęcia są umieszczone na innych stockach, odcina to również im drogę zarobku. Niezadowolenie fotografów jest o tyle większe, że nikt ich nie pytał o zdanie. Nikt nie wysłał maila na 30 dni przed wprowadzeniem sensacyjnej „atrakcji” w życie. Mało tego, nikt fotografom nie dał wyboru-każdy, kto ma swoje zdjęcia w istock lub bezpośrednio w Getty bierze (chcąc, nie chcąc) udział w tym cyrku…

O posunięciach Istocka oraz jego właściciela Getty możnaby pisać całe książki. Nie spoczywają na laurach, cały czas zmieniając swoje zasady gry (i ceny, a nawet ich brak).

Wielu artystów nie zwraca uwagi na to gdzie, na jakich warunkach i w jakich cenach sprzedawane (lub rozdawane) są ich prace. Istock nie ma w zwyczaju wysyłać np. maila z krótką informacją, że „od teraz tniemy wasze zyski o połowę”. Nic z tego, jest cisza.

W ostatnim okresie zrobiło się również głośno na temat sprzedaży zdjęć poprzez strony partnerskie.

Zaczęło się od DepositPhotos a dokładniej pewien stocker stracił cierpliwość do bałaganu z tym związanego, no i się zaczęło publiczne uświadomienie…

Aby w skrócie powiedzieć, czego problem dotyczy, umieszczam fragment korespondencji mailowej:
„Yes, you get $0,30 even though our API re-seller sells a file for € 24.90. Our API re-sellers have the right to set their own prices. If you want to opt out of all our partner programs, please confirm and your files will be sold only on depositphotos.com”.

„Depositphotos reserves the right to determine the conditions of its cooperation with Partner companies. We sell those files by subscriptions, but it is up to our partners to set their prices.”

Czyli, jakaś tam sobie strona a’la stockowa zasysa nasze zdjęcia i sprzedaje bez naszej wiedzy i kontroli (kto, gdzie i w jakiej cenie). Nie wiesz jaka to agencja, bo stocki nie podają listy partnerów, nie wiesz zatem w jakiej cenie twoje zdjęcia pracują dla tej agencji… Dodam, że są to ceny ok. 15 $-150 € (!) za pobranie, z czego autor pracy otrzymuje cenę subskrypcji (bo tak sobie główny stock wymyślił i już), np. 0,30$.
150 € VS 0,30$ … Rozumiemy się?

W przypadku DepositPhotos mamy to wątpliwe „szczęście”, że możemy się wypisać z PP (Program Partnerski), choć podobno to nie daje rezultatu i nasze zdjęcia wiszą dalej w PP agencjach na zasadzie re-sellers… a to nie jest partner program. Nazywa się inaczej, ale działa podobnie lub nawet tak samo.

Kilka cytatów ze świeżych maili, jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości, o co chodzi:

Veer:
„we do not have a comprehensive list as the sites change quite frequently and not all sites house all images.”
Nie bardzo rozumiem, jak agencja może nie mieć listy partnerów…

„There is no opt in/out of the partner program. This is a call that we make on your behalf.
You can request that your images be deleted from the site but if you ever change your mind you must upload them again.
Yes, if you choose to CLOSE your account we will pay you the remaining balance from royalties. „

Krótko i konkretnie – chcesz sprzedawać przez Veer, decydujesz się sprzedawać gdzieś tam… (z pewnych informacji wiem, że ta lista ma ok. 30 nieprzeciętnie atrakcyjnych cenowo partnerów).

Kilka słów jako dobre podsumowanie tematu: http://www.microstockdiaries.com/are-you-selling-extended-license-rights-for-subscription-level-royalties.html

Dalej…

CSP
„We currently don’t have a full list of our partners that may be shared; or the option to opt in / out of an affiliated partner.
You are welcome to add or remove images through the Sell Files / My Portfolio menu in your account. However, if you wish to deactivate the account and remove all of your contributed images, it’s best to send a support ticket request.
Our policy is that a contributor account balance must reach at least $50.00 USD may be eligible for cashout payment.
We appreciate your image contributions. „

Szczegóły cennika, jakby ktoś był ciekaw: tutaj

„image which is sold on Fotosearch for $69 would result in a $13.80 commission for you”

(czyli to co sprzeda luskusowy Fotosearch za 69$ daje mi 20%, lol).

„This is of course more than you would receive for the same size sale on our site”

(no ba, trudno się nie zgodzić).

„We only partner with reputable agencies who sell at a higher price point, which result in larger commissions for our contributors.”

(dlatego wolałabym sprzedawać u Fotosearch za przyzwoity % zysku.)
Dreamstime:
„We don’t have a list of partners and we can’t offer this information.”

Wypisać się można tutaj

123RF nie odpowiedziało mi na zapytania w ogóle.

SS i Alamy dają możliwość wypisania się, jednak tam ta współpraca nie wygląda tak rażąco odrzucająco.
Jeżeli kogoś interesuje gdzie może znaleźć swoje zdjęcia, dla kogo i ile zarabiają, zapraszam tutaj .
Spora część stron PP nie umieszcza żadnej informacji o autorze pracy, żadnego nicka, nic. Zwyczajnie kupują (subskrybują) fotę za te przykładowe 0,30$, umieszczają w swojej galerii jako bezimienne, a dostępne w sprzedaży za wspomniane tłuste $ lub €.

Wielu, jeśli nie większość pewnie machnie ręką i powtórzy jak swą mantrę, że „trza robić więcej, ciężej, bo ceny spadają…” Hmm…

Kto się cieszy?
Agencja, bo ma te swoje 85-65% zysku (oficjalnego, pomijamy czynniki nieznane, jak ostatnio PP),
klient, bo trafił … heh, niezłą okazję, foty jak za free,
fotograf? Tak, bo zarobił 0,30$ zamiast 20-200$… (ten, który się nie cieszył już zmienił miejsce handlu).

Autor zdjęć nie jest niewolnikiem. Ma wybór, gdzie, komu, jak i w jakich cenach chce sprzedawać swoje prace, aby czuć się dobrze.

Wygląda na to, że strony partnerskie okazują się być samobójem. Microstock wykończył sam siebie, zapętlił się w niskich cenach, a teraz, aby utrzymać się na powierzchni musi rozdawać zdjęcia za darmo. Robi to w różnej formie: subskrypcje, superduper promocje, nagrody dla masowych klientów… tysiące, miliony zdjęć… Zamiast te zdjęcia sprzedawać, rozdaje, zamiast zarabiać… traci. Tracą też nieostrożni fotografowie.

W tym miejscu warto wspomnieć o wygranej ostatnio walce o uczciwy podział zysków, czyli sprzedaż zdjęć poprzez portal 500px.com

Otóż portal ten postanowił sprzedawać cudowne fotografie, jakie przez lata kumulowały się w galeriach 500px. W pierwszej ofercie portal dumnie i radośnie ogłosił, że będzie sprzedawał zdjęcia po $250! Brzmi świetnie, prawda? 🙂 Dla amatora brzmi genialne, w końcu $75 piechotą nie chodzi. Ale jak to mówią, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Profesjonaliści nie podzielili radości portalu i zagrozili wycofaniem swoich zdjęć, jeśli oferta nie zostanie odwrócona.

500Px w kilka dni zrozumiało, że bez zdjęć nie będzie żadnego zarobku i natychmiast zareagowało, ogłaszając nową propozycję, tym razem uczciwą dla fotografów.

Lepiej późno, niż wcale.

„The licenses will start at $250 (USD) and the photographer will receive 70% of each license sold. „
http://support.500px.com/customer/portal…-questions

„Originally, the service was set to offer photographers a 30% cut of image sales at a minimum price per image of $250 but a lot of photographers weren’t happy with the 70/30 split.”

http://www.dpreview.com/news/2014/03/08/…=title_0_0

2014 może być ciekawym rokiem poważnych zmian w zastałym rynku sprzedaży zdjęć. Idzie nowe, wiele nowego.

Życzę samych pozytywnych osiągnięć portalom i agencjom, szczególnie tym, które traktują autorów prac z szacunkiem i uczciwie 🙂

Share